Wyborowa, ale nie wyborna - taki paradoks ostatnio zauważa część Polaków. Mówię tu oczywiście o wyborach samorządowych, które zadziałały jak płachta na byka na nasz kochany naród. I to płachta nieźle działająca, bo na niektórych ulicach protesty przypominały czasy naszych ojców - kiedy to Solidarność walczyła o swoje.

Powtórka wyborów, spowodowana awarią systemu liczącego głosy (fani teorii spiskowych dodają do tego tortu wisienkę w postaci plotek o fałszerstwo) ma odbyć się w niedzielę 30 listopada. Wszystko na 1 rzut oka jest zupełnie normalne, ale trzeba brać pod uwagę jedną rzecz - żyjemy w Polsce.

O ile jeden incydent ze słabym systemem liczącym nie jest żadnym powodem do protestów, to połączony z ogólnym nie zadowoleniem (patrz: podsłuchane rozmowy rządzących na przykład) zadziałał jak zapalnik: a raczej przelał czarę goryczy.

Będąc we Wrocławiu, wynajmowałem pokoje z kolegami w pewnym hotelu. Akurat był to dzień, kiedy protesty na Rynku miały miejsce - tysiące ludzi zebrało się aby skandować hasła, które mogę podsumować jednym zdaniem: Wszędzie dobrze, ale w Polsce najlepiej. Ale wpierw wymieńmy rządzących.

A Wy, co sądzicie - czy po powtórnych wyborach sytuacje się powtórzą?

A dla poprawy samopoczucia, proponujemy odpoczynek od wyborowej atmosfery w ciekawych miejscach:

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij